
Jak grom z jasnego nieba gruchnęła podgrzewana przez media wiadomość o odkryciu ogromnych złóż ropy i gazu pod polskimi wodami Bałtyku. Złoże rzeczywiście jest imponujące, natomiast opowieści o tym, że Polska stanie się Kuwejtem Europy można włożyć między bajki. Dlaczego?
O odkryciu największego w Polsce złoża ropy naftowej i gazu ziemnego poinformowała spółka Central European Petroleum. Złoże znajduje się około 6 kilometrów od Świnoujścia, w rejonie koncesji Wolin, blisko granicy z Niemcami. Spółka szacuje, że zasoby te obejmują 22 miliony ton ropy oraz 5 miliardów metrów sześciennych gazu.
Jest to jedno z największych odkryć węglowodorów w Europie w ostatnich latach. Firma prowadzi obecnie rozmowy z potencjalnymi partnerami w celu rozpoczęcia wydobycia.
Odkrycie złoża po polskiej stronie Bałtyku zrobiło spore wrażenie na niemieckich sąsiadach, którzy już kręcą nosami na potencjalne rozpoczęcie wydobycia. Władze Meklemburgii-Pomorza Przedniego, a także niemieckie ministerstwo środowiska twierdzą, że może to stanowić zagrożenie dla środowiska i lokalnej turystyki. Niemcy protestują przeciwko inwestycji, ponieważ ta ma być sprzeczna z celami Unii Europejskiej w zakresie neutralności klimatycznej.
Polski rząd, póki co, zajął twarde stanowisko i wykluczył jakiekolwiek konsultacje z sąsiadami w kwestii wydobycia surowców znajdujących się na naszym terytorium. Niemcy twierdzą jednak, że złoże ma potencjalny charakter transgraniczny, dlatego oczekują przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko obu krajów.
Niezależnie od sporów z Niemcami, trzeba podkreślić, że rozpoczęcie wydobycia ropy i gazu z nowego złoża zajmie co najmniej kilka lat, a jego zasoby tak naprawdę mają marginalne znaczenie dla polskiej energetyki.