
Fotowoltaika zaczyna realnie obniżać koszty wtedy, gdy spada ilość energii kupowanej z sieci, a to widać w rachunkach. U wielu osób dzieje się to już od pierwszego pełnego miesiąca po uruchomieniu instalacji, ale skala efektu zależy od jednego: ile wyprodukowanej energii zużywasz od razu na miejscu.
Najwięcej oszczędzasz na prądzie, którego nie musisz kupić w chwili zużycia. Im większa autokonsumpcja, tym szybciej inwestycja „pracuje” finansowo. Dlatego fotowoltaika najszybciej daje efekt tam, gdzie część zużycia przypada na dzień albo da się je przesunąć w godziny produkcji.
Oszczędności są stabilniejsze, gdy moc instalacji pasuje do profilu zużycia. Zbyt duża instalacja generuje nadwyżki, których nie zawsze da się opłacalnie wykorzystać, a wieczorem i tak dokupujesz prąd. Zbyt mała nie przykryje istotnej części rachunków. Dobry dobór to taki, w którym większość produkcji ma „odbiorcę” w Twoim domu lub firmie.
Najczęstszy powód to opłaty stałe oraz fakt, że sporo zużycia przypada po zmroku (gotowanie, oświetlenie, rozrywka). Do tego dochodzą stare nawyki i brak sterowania urządzeniami. Pamiętaj też o sezonowości: latem produkcja jest wysoka, zimą niższa, więc pojedynczy miesiąc bywa mylący.
Gdy większość zużycia masz wieczorem, sama fotowoltaika nie przeniesie energii w czasie. Wtedy pomagają rozwiązania zwiększające autokonsumpcję: magazyn energii albo tańsze podejście, czyli magazynowanie w cieple (np. dogrzewanie zasobnika wody w południe). Opłacalność magazynu energii zależy od kosztu zakupu i tego, czy realnie ograniczysz pobór z sieci w drogich godzinach.
Porównuj nie tylko kwoty, ale przede wszystkim energię pobraną z sieci w ujęciu 3–6 miesięcy w podobnym okresie roku. Jeśli pobór z sieci spada, a autokonsumpcja rośnie po wdrożeniu harmonogramów, to znak, że instalacja realnie redukuje koszty energii. Najprostszy plan to: najpierw przesunąć zużycie na dzień, potem dopracować ustawienia, a dopiero na końcu rozważać droższe dodatki.