
Od 1 lipca 2025 roku ceny ciepła w Polsce zostały uwolnione. To oznacza ryzyko ich gwałtownego wzrostu, zwłaszcza dla odbiorców indywidualnych. Ministerstwo Energii zapowiedziało, że wprowadzi rozwiązanie łagodzące skalę podwyżek, ale na szczegóły musimy jeszcze poczekać.
To jeden z rozważanych scenariuszy, który ma jednak istotną wadę: jest ogromnie kosztowny dla budżetu państwa. Szacuje się, że przedłużenie mechanizmu zamrożenia cen ciepła do końca 2025 roku mogłoby kosztować nawet 1,5 mld zł – a państwowa kasa nie jest w najlepszej kondycji.
Ministerstwo zapowiada również przegląd umów między przedsiębiorstwami ciepłowniczymi a dostawcami. Pod uwagę brany jest także dobrze już znany bon ciepłowniczy, który przysługiwałby osobom w szczególnie trudnej sytuacji finansowej.
Choć do sezonu grzewczego zostało jeszcze sporo czasu, to wiele gospodarstw domowych już drży przed zapowiadanymi podwyżkami cen. Tych praktycznie nie da się uniknąć, choć ich skala będzie zróżnicowana w zależności od stopnia modernizacji lokalnych sieci ciepłowniczych.
Na najbardziej dotkliwe podwyżki, zdaniem Ministerstwa Energii, narażeni mogą być mieszkańcy Śląska, gdzie system ciepłowniczy wciąż bazuje na emisyjnych źródłach, przede wszystkim węglu.