MPGK w Zgorzelcu. Przepłacili na pompach ciepła? Rachunki mogłyby być niższe przy nowej instalacji gazowej

Krzysztof Jagielski
12.05.2026

W kilku serwisach pojawiła się historia MPGK w Zgorzelcu, które miało zrezygnować z ogrzewania gazowego na rzecz pomp ciepła i dzięki temu radykalnie obniżyć rachunki. Przekaz jest bardzo sugestywny: wcześniej 30–35 tys. zł miesięcznie za gaz, po zmianie 6–7 tys. zł miesięcznie za energię, a w sezonie nawet 168 tys. zł oszczędności. Dla przeciętnego czytelnika komunikat jest prosty: gaz był drogi, pompy ciepła okazały się tanie.

Problem w tym, że ten wniosek wcale nie wynika z opisanych faktów.

To nie jest uczciwe porównanie gazu i pomp ciepła. To jest porównanie starego systemu grzewczego z nowym systemem grzewczym. A to zasadnicza różnica.

Z dostępnych informacji wynika, że przed modernizacją trzy budynki MPGK były ogrzewane z jednej kotłowni gazowej. Główny budynek biurowy zasilał ciepłem pozostałe obiekty. Po zmianie zastosowano trzy osobne kaskady pomp ciepła: dla budynku biurowego, socjalnego i warsztatowego.

Czyli nie była to prosta wymiana „gaz na pompy”. To była przebudowa całej logiki ogrzewania.

I właśnie w tym miejscu zaczyna się manipulacja.

Efekt całej modernizacji przypisano pompom ciepła

Największy problem tej narracji polega na tym, że oszczędność została przedstawiona tak, jakby wynikała z samego zastosowania pomp ciepła. Tymczasem z opisu inwestycji wynika, że zmieniło się znacznie więcej: sposób dystrybucji ciepła, podział instalacji, sterowanie systemem i dopasowanie źródeł ciepła do poszczególnych budynków.

Jeżeli wcześniej jedna kotłownia gazowa ogrzewała kilka obiektów, a ciepło było przesyłane między budynkami, to straty mogły być znaczące. Sam fakt likwidacji takiego układu mógł dać bardzo duże oszczędności. Do tego dochodzi lepsze sterowanie, osobna praca każdego budynku, ograniczenie zbędnych obiegów i dopasowanie mocy urządzeń do realnego zapotrzebowania.

W takiej sytuacji nie wolno mówić, że „pompy ciepła pokonały gaz”. Uczciwie można powiedzieć tylko tyle: nowy system ogrzewania okazał się tańszy w eksploatacji niż stary system ogrzewania.

To nie jest to samo.

Stary gaz kontra nowe pompy. To nie jest uczciwe zestawienie

Kluczowy zabieg jest prosty.

Z jednej strony mamy stary układ gazowy: jedna kotłownia, kilka budynków, przesył ciepła między obiektami, prawdopodobne straty, stary sposób pracy systemu.

Z drugiej strony mamy nowy układ pomp ciepła: trzy niezależne kaskady, osobna obsługa budynków, nowe sterowanie, nowy projekt instalacji.

A potem czytelnikowi mówi się: zobacz, pompy ciepła są tańsze niż gaz.

Nie. Takiego wniosku nie można z tego wyciągnąć.

Uczciwe porównanie musiałoby wyglądać inaczej. Należałoby zestawić stary gazowy system przed modernizacją, nowy gazowy system po analogicznej przebudowie oraz nowy system pomp ciepła po przebudowie.

Dopiero wtedy można byłoby stwierdzić, czy pompy rzeczywiście wygrały z gazem. Jeżeli wariantu nowego gazu nie pokazano, nie ma dowodu na przewagę pomp. Jest tylko dowód na to, że przebudowa systemu grzewczego może obniżyć rachunki.

A to już zupełnie inna historia.

Nasz tytuł byłby prawdziwszy

Gdybyśmy mieli napisać własny tytuł o tej inwestycji, byłby on znacznie mniej wygodny dla promocyjnej narracji, ale bliższy uczciwemu postawieniu sprawy: „Przepłacili na pompach ciepła? Rachunki mogłyby być niższe przy nowej instalacji gazowej”.

To nie jest ironia. To nie jest żart. To nie jest lekka kpina z pomp ciepła.

To jest realne pytanie ekonomiczne, którego w promocyjnych materiałach nie postawiono.

Skoro nie porównano nowego systemu pomp ciepła z nowym, rozdzielonym systemem gazowym, to nie ma podstaw, by ogłaszać zwycięstwo pomp. Pokazano tylko, że nowy system był tańszy od starego. Nie pokazano, czy wybrano najlepszy i najtańszy wariant modernizacji.

A przy budynkach ogrzewanych grzejnikami, bez wskazanej instalacji fotowoltaicznej i bez informacji o ogrzewaniu podłogowym, nowoczesny system gazowy mógłby być tańszy zarówno w bieżącym utrzymaniu, jak i na etapie inwestycji.

I to jest właśnie sedno sprawy.

Gaz po przebudowie najpewniej też dałby duże oszczędności

Najważniejsze pytanie, którego w tej narracji brakuje, brzmi: co by się stało, gdyby inwestor nie montował pomp ciepła, tylko przebudował system gazowy?

Na przykład: zamiast jednej kotłowni z przesyłem ciepła między budynkami zastosował trzy osobne, nowoczesne źródła gazowe. Osobno dla budynku biurowego, osobno dla socjalnego i osobno dla warsztatowego. Do tego dobra automatyka pogodowa, właściwe harmonogramy pracy, izolacja przewodów, regulacja obiegów, dopasowanie mocy kotłów do realnego zapotrzebowania.

Czy rachunki również by spadły? Moim zdaniem tak — i to najpewniej bardzo wyraźnie.

Czy mogłyby spaść bardziej niż przy pompach ciepła? Tego nie da się udowodnić bez pełnych danych, bo nikt nie pokazał wariantu gazowego po analogicznej przebudowie. Ale z dużym prawdopodobieństwem stawiam tezę, że taki wariant mógłby być tańszy w eksploatacji niż zastosowane pompy.

Mówiąc obrazowo: raczej postawiłbym lewą rękę na to, że po takiej samej przebudowie układu ogrzewania nowoczesny gaz wyszedłby taniej niż powietrzne pompy ciepła. A bardzo zależy mi na tej ręce.

Dlaczego? Bo mówimy o budynkach ogrzewanych grzejnikami, bez informacji o ogrzewaniu podłogowym, bez wskazanej instalacji fotowoltaicznej zasilającej pompy i z powietrznymi pompami ciepła, których efektywność spada wraz z mrozem oraz wzrostem temperatury zasilania. To nie są warunki, w których można automatycznie zakładać przewagę pomp nad gazem.

Jeżeli zamiast jednej starej kotłowni zastosowano by trzy niezależne, nowoczesne układy gazowe, koszty ogrzewania również mogłyby spaść radykalnie. I nie można wykluczyć, że w klasycznych budynkach z grzejnikami taki wariant byłby tańszy w utrzymaniu niż system oparty na powietrznych pompach ciepła. W mojej ocenie jest to wręcz bardziej prawdopodobne niż odwrotny scenariusz.

Mroźne zimy mogłyby pogłębiać przewagę gazu

W przypadku powietrznych pomp ciepła bardzo ważna jest temperatura zewnętrzna. Im zimniej, tym trudniej urządzeniu pozyskiwać energię z powietrza. W mroźnym okresie budynek potrzebuje więcej ciepła, a jednocześnie pompa pracuje z niższą efektywnością. To oznacza, że w trudnych warunkach koszt wyprodukowania jednej kilowatogodziny ciepła może wzrosnąć.

Gaz działa inaczej. Przy mrozie budynek też zużyje więcej energii, ale sam kocioł gazowy nie traci sprawności w tak gwałtowny sposób jak powietrzna pompa ciepła. Dlatego przy tradycyjnych grzejnikach gaz bywa bardziej przewidywalny kosztowo.

Co więcej, im niższa temperatura zasilania instalacji, tym lepiej pracuje również kocioł kondensacyjny. Gaz także korzysta z dobrego projektu instalacji, niskiej temperatury powrotu i sensownej regulacji. Tyle że pompa ciepła jest od tych warunków znacznie bardziej zależna. Jeśli musi zasilać tradycyjne grzejniki wodą o wyższej temperaturze, jej efektywność spada wyraźnie.

Dlatego w budynkach bez ogrzewania podłogowego, z klasycznymi grzejnikami, bez fotowoltaiki i przy normalnym gazie ziemnym wcale nie jest oczywiste, że pompa ciepła będzie tańsza od gazu. Przeciwnie: w takim układzie trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do każdej tezy o przewadze pomp.

Pompa ciepła może być świetnym rozwiązaniem w dobrze ocieplonym budynku, z niskotemperaturową instalacją, dużymi odbiornikami ciepła, sensowną taryfą i dobrze dobranym urządzeniem. Ale klasyczny budynek z grzejnikami to zupełnie inna historia. Tam wyższa temperatura zasilania może szybko zjadać przewagę pompy, zwłaszcza w mroźniejsze dni.

W tym konkretnym przypadku nie pokazano danych, które pozwoliłyby uczciwie ocenić przewagę pomp nad gazem.

A właśnie dlatego przekaz jest tak problematyczny.

Tu chodzi o dwa poziomy kosztów: utrzymanie i inwestycję

W tej sprawie nie chodzi wyłącznie o pytanie, czy miesięczny rachunek po montażu pomp ciepła był niższy niż wcześniej. Chodzi o to, czy inwestor nie osiągnąłby podobnego albo lepszego efektu taniej — pozostając przy gazie, ale przebudowując wadliwy układ ogrzewania.

To są dwa osobne pytania.

Pierwsze: ile kosztuje bieżące utrzymanie systemu, czyli miesięczne rachunki za ogrzewanie.

Drugie: ile kosztuje sama modernizacja, czyli zakup urządzeń, montaż, osprzęt, automatyka i dostosowanie instalacji.

Materiały promujące tę inwestycję praktycznie zlewają te dwa poziomy w jedno. Pokazują spadek rachunków po zmianie systemu i sugerują, że to dowód na opłacalność pomp ciepła. Tymczasem pełny rachunek ekonomiczny powinien obejmować zarówno koszty eksploatacji, jak i koszt wejścia w inwestycję.

W obu obszarach wariant gazowy mógłby być dla inwestora korzystniejszy. Po analogicznej przebudowie — rozdzieleniu ogrzewania budynków, likwidacji strat przesyłowych, poprawie automatyki i zastosowaniu nowoczesnych kotłów kondensacyjnych — gaz z dużym prawdopodobieństwem mógłby generować niższe lub co najmniej porównywalne rachunki, zwłaszcza w mroźnych sezonach i przy instalacji grzejnikowej.

Jednocześnie sama modernizacja gazowa niemal na pewno byłaby wyraźnie tańsza niż zakup i montaż dziewięciu pomp ciepła wraz z kaskadami, buforami, zasobnikami, automatyką oraz dostosowaniem instalacji elektrycznej.

Tu nie trzeba już ostrożnie mówić „być może”. Ocieplenie budynku wpływa na zapotrzebowanie na ciepło, ale nie zmienia podstawowego faktu: dziewięć pomp ciepła, trzy kaskady, zasobniki, bufor, automatyka, montaż i instalacja elektryczna to rozwiązanie kosztowne. Alternatywny wariant gazowy — trzy niezależne, nowoczesne źródła gazowe, automatyka, regulacja i podział instalacji — najpewniej wymagałby znacznie niższego nakładu początkowego.

To oznacza, że pełny rachunek ekonomiczny mógłby wypaść na korzyść gazu nie tylko pod względem bieżącego utrzymania, ale także kosztu inwestycji.

A koszt inwestycji jest tu kluczowy. Niższy miesięczny rachunek nie oznacza automatycznie, że wybrano rozwiązanie najbardziej opłacalne. Jeśli jedna modernizacja kosztuje znacznie więcej niż druga, trzeba policzyć czas zwrotu. Trzeba sprawdzić, czy różnica w rachunkach w ogóle pokryje większy koszt wejścia. Trzeba też doliczyć serwis, żywotność urządzeń, ryzyko awarii, koszty napraw i warunki pracy w mroźne dni.

Tego wszystkiego w promocyjnej narracji brakuje.

Prawdziwe pytanie brzmi więc nie: czy po montażu pomp rachunki były niższe niż wcześniej?

Prawdziwe pytanie brzmi: czy ten sam albo lepszy efekt można było osiągnąć taniej, pozostając przy gazie?

W mojej ocenie — bardzo prawdopodobne, że tak.

Brakuje podstawowych informacji

W całej historii najbardziej uderza brak danych, które pozwoliłyby rzetelnie ocenić inwestycję. Podawane są kwoty rachunków, bo dobrze wyglądają w nagłówku. Ale same kwoty nie wystarczą.

Nie wiemy, ile dokładnie gazu zużywano wcześniej w kWh. Nie wiemy, ile prądu zużywają pompy po modernizacji. Nie wiemy, ile kosztowała cała inwestycja. Nie wiemy, ile kosztowałaby analogiczna przebudowa z pozostawieniem gazu. Nie wiemy, jaka była temperatura zasilania grzejników. Nie wiemy, jaki był rzeczywisty sezonowy współczynnik efektywności pomp. Nie wiemy, jaka część dawnych kosztów wynikała ze strat przesyłowych. Nie wiemy też, jak wygląda pełny rachunek ekonomiczny po doliczeniu kosztów inwestycji, serwisu, trwałości urządzeń i ewentualnych napraw.

A bez tego nie da się uczciwie odpowiedzieć na pytanie, czy pompy ciepła były lepszym wyborem niż zmodernizowany system gazowy.

Można jedynie powiedzieć, że po zmianie systemu rachunki spadły. Tyle. To nie jest dowód na wyższość pomp nad gazem.

Sposób opowiedzenia tej historii jest ustawiony pod tezę

Najbardziej problematyczne jest nie to, że inwestor zamontował pompy ciepła. To jego wybór i być może w tym konkretnym przypadku miał on sens. Problemem jest sposób, w jaki tę historię sprzedaje się opinii publicznej.

Cały przekaz prowadzi czytelnika do jednego wniosku: pompy ciepła zamiast gazu oznaczają niższe rachunki. Tymczasem opis inwestycji pokazuje coś innego: zmodernizowano stary system grzewczy, rozdzielono ogrzewanie budynków i zastosowano nowe źródła ciepła.

To ogromna różnica.

Jeżeli materiał przemilcza alternatywny wariant gazowy, nie pokazuje danych w kWh, nie podaje realnego SCOP pomp i nie oddziela efektu przebudowy instalacji od efektu zmiany technologii, to nie jest rzetelna analiza. To jest materiał promocyjny oparty na wygodnym skrócie.

Można to powiedzieć wprost: cała opowieść została ustawiona tak, aby czytelnik zapamiętał, że pompy są tańsze od gazu. Tymczasem z dostępnych informacji wynika tylko tyle, że nowy system był tańszy od starego. A przypisanie całego efektu pompom ciepła jest manipulacją.

Stary, zły system przegrywa prawie zawsze

W podobnych materiałach często stosuje się ten sam chwyt. Bierze się stary, niewydolny, źle zaprojektowany albo po prostu przestarzały system i porównuje z nowym rozwiązaniem. Następnie cały efekt przypisuje się wybranej technologii.

To tak, jakby ktoś miał stary samochód dostawczy z niesprawnym silnikiem, źle dobranymi trasami i ogromnym spalaniem, a potem wymienił go na nowy samochód elektryczny, zmienił logistykę, trasę, sposób załadunku i harmonogram pracy. Jeśli koszty spadną, nie można uczciwie powiedzieć, że cały efekt wynika wyłącznie z napędu elektrycznego. Część oszczędności może wynikać z całej organizacyjnej i technicznej przebudowy.

Tu jest podobnie.

Jeżeli stary układ gazowy był nieefektywny, to jego wysokie rachunki nie dowodzą, że gaz jest zły. Dowodzą tylko tego, że źle zaprojektowany albo przestarzały system może być drogi. A to żadna sensacja.

Nie można więc brać starego, stratnego układu jako reprezentanta ogrzewania gazowego, a nowego, rozdzielonego i świeżo zaprojektowanego układu jako reprezentanta pomp ciepła. To nierówne porównanie. W takim zestawieniu nowa technologia dostaje premię za całą modernizację, a stara technologia zostaje obciążona wadami starej instalacji.

Dlaczego to jest groźne dla zwykłych odbiorców?

Takie materiały są groźne, bo tworzą fałszywe uproszczenie. Właściciel domu, który ma gaz i grzejniki, może przeczytać podobny tekst i pomyśleć: skoro tam rachunki spadły tak radykalnie, to u mnie też wystarczy wyrzucić gaz i założyć pompę.

To może być bardzo kosztowny błąd.

W zwykłym domu trzeba najpierw policzyć zapotrzebowanie na ciepło, sprawdzić izolację budynku, temperatury zasilania instalacji, wielkość grzejników, realny koszt prądu, taryfę, możliwość pracy pompy bez grzałek oraz koszt całej inwestycji. Czasem pompa będzie dobrym wyborem. Czasem lepsza będzie modernizacja istniejącego systemu gazowego. Czasem najpierw trzeba ocieplić budynek, wymienić część grzejników albo poprawić sterowanie.

Nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Tym bardziej nie wolno robić ogólnej tezy z jednego, bardzo specyficznego przypadku zakładu z trzema budynkami.

A już szczególnie nie wolno przemilczać faktu, że niższe rachunki mogły wynikać z przebudowy układu, a nie z samej zmiany źródła ciepła.

Wniosek: to nie pompy pokonały gaz

Najuczciwszy wniosek z tej historii jest prosty: nowy, rozdzielony system grzewczy okazał się tańszy od starego, stratnego układu.

Nie znaczy to jednak, że pompy ciepła były tańsze od gazu po analogicznej modernizacji. Nie pokazano takiego porównania. Nie pokazano nowoczesnego wariantu gazowego. Nie pokazano kosztu inwestycji w obu scenariuszach. Nie pokazano danych energetycznych, które pozwoliłyby oddzielić efekt przebudowy instalacji od efektu samej technologii.

Dlatego zdanie „pompy ciepła zamiast gazu dały niższe rachunki” jest co najmniej nieuczciwym skrótem.

Znacznie uczciwiej byłoby napisać: po przebudowie starego systemu grzewczego rachunki spadły, a inwestor wybrał przy tej okazji pompy ciepła.

Tyle że taki tytuł nie robi już propagandowego efektu. Nie da się go tak łatwo sprzedać jako dowodu na to, że gaz przegrał z pompami.

W mojej ocenie najbardziej prawdopodobny pominięty scenariusz wygląda tak: gdyby zamiast pomp ciepła zastosowano nowoczesny, rozdzielony system gazowy, rachunki również mocno by spadły, a w budynkach z grzejnikami, bez podłogówki i bez własnej fotowoltaiki mogłyby być nawet niższe niż przy pompach. Do tego sama inwestycja gazowa niemal na pewno byłaby tańsza.

I właśnie tego wariantu w materiałach nie pokazano.

A bez niego nie ma dowodu na przewagę pomp ciepła. Jest tylko opowieść, w której efekt całej modernizacji przypisano jednej technologii.

Czytelnik ma zapamiętać prosty komunikat: „pompy są tańsze”. Tyle że z przedstawionych danych wynika coś dużo bardziej przyziemnego: stary, źle rozwiązany system był drogi, a po jego przebudowie koszty spadły.

To nie pompy ciepła pokonały gaz. To nowy system pokonał stary system.

I dopóki nikt nie pokaże porównania z nowoczesnym, rozdzielonym systemem gazowym w tym samym obiekcie, cała reszta pozostaje marketingową narracją, nie rzetelnym dowodem.

Źródła​

  • https://bizblog.spidersweb.pl/pompy-ciepla-zamiast-gazu-czyli-nizsze-racuhnki-w-sezonie-grzewczym
  • https://budujemydom.pl/irbj/aktualnosci/120190-pompy-ciepla-zamiast-gazu-w-mpgk-zgorzelec-rachunki-za-ogrzewanie-spadly-nawet-o-80-proc
  • https://www.portalsamorzadowy.pl/gospodarka-komunalna/pompy-ciepla-zamiast-kotlow-gazowych-oszczednosci-to-juz-168-tys-zl,659840.html
Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie